Fantastycznym Okiem [GW1]

Fantastycznym Okiem [GW1] post thumbnail image

Za nami wytęskniona 1.kolejka Ekstraklasy. Były klasyki, jak strzał-mem w meczu Radomiaka i pasywna gra Stali. Były też screamery jak w meczach choćby Legii czy Pogoni. Były karne, piękne wolne, kontry, kartki, błędy sędziów. Było wszystko za czym tęskniliśmy. Szczęśliwi i rozemocjonowanie spisaliśmy nasze obserwacje w optyce Fantasy i tradycyjnie dzielimy się nimi z Wami.

Podopieczni Mariusza Lewandowskiego zaczęli z animuszem, jakby podświadomie czując, że jeśli zdobywać punkty to właśnie z takimi rywalami jak Stal Mielec. W grze Słoni było więcej energii, a ich postawa mogła się podobać. Kolejne prostopadłe podania mijały nieruchliwą obronę Stali i tylko kwestią czasu wydawała się zmiana rezultatu. W 18 minucie dobrą okazję miał Mesanović (1.9, 1 pkt, 5%) ale snajperowi zabrakło koncentracji. W międzyczasie kilkukrotnie uaktywnił się prawdopodobnie najlepszy gracz mielczan, młodzieżowiec Sitek (1.4, 2 pkt, 0%). Młody kilka razy zagrał bez kompleksów, a jego wejście między obrońców w 22 minucie mogło zakończyć się lepszym strzałem. Niewykorzystana okazja powinna zostać ukarana bramką dla Niecieczy, ale świetną kontrę zawalił Hlousek (1.8, 2 pkt, 16%). Gdy wydawało się, że do przerwy nie zobaczymy bramek, popis indolencji dał Gliwa. Fatalnie wybita piłka wylądowała pod nogami Radwańskiego (1.6, 5 pkt, 1%), ten szybko i sprawnie podał do Terpiłowskiego (0.7, 7 pkt, 5%), zaś ten polecany przez nas młodzian, niezbyt finezyjnym strzałem, dał dużo radości fanom Bruk Betu, fantastycznym skautom i wielu menedżerom. W skrócie po pierwszej połowie należy wyróżnić Sitka za brak kompleksów i chęć gry, Terpiłowskiego za te same cechy, Radwańskiego za 2-3 doskonałe podania, Hlouska za tradycyjnie zostawiane zdrowie na skrzydle. Aktywny w pressingu był też Mesanović (to on naciskał Gliwę przy złym wybiciu), ale faktem jest, że swoje okazje powinien lepiej wykończyć. Zganić natomiast trzeba całą grę obronną Stali.

Druga połowa być może miała wyglądać podobnie do pierwszej, ale już w 47 minucie Nieciecza dostała niespodziewany cios. W nijakiej sytuacji Gettinger nabił rękę Wasielewskiego, sędzia wskazał jedenastkę, którą pewnie wykorzystał Tomasiewicz (1.7, 8 pkt, 0%). Bramka z niczego, ale jednak bramka. I nie wiedzieć czemu mniej więcej w tym momencie skończył się mecz. Było jeszcze kilka pseudo-okazji, ale Bruk Bet grał bardzo pasywnie, Stal mimo posiadania piłki niewiele potrafiła wykombinować. My w międzyczasie zastanawialiśmy się czy młody Sadłocha prezentowałby się gorzej od Koleva. Chyba nie.

Przed wyciąganiem wniosków dobrze byłoby zobaczyć wszystkie mecze kolejki, ale tak na szybko ciężko wyrokować, by BBT lub STM miały zawojować ligę.

Na pewno nie tak wyobrażano sobie inaugurację nowego sezonu w Poznaniu. Miało być łatwe i przyjemne zwycięstwo, pokazujące, że Lech będzie się liczyć w walce o tytuł mistrza kraju. Niestety, Kolejorz nie wlał optymizmu w serca kibiców. Była to ta sama drużyna co w poprzednim sezonie – grająca wolno i przewidywalnie i niewykorzystująca okazji.

Początek zapowiadał się dobrze. Lech rozpoczął nawet od zdobycia bramki przez Salamona (2.00 4pkt 7%), jednak przy oddawaniu strzału, znajdował się on na pozycji spalonej. Później najlepszą sytuację w całym spotkaniu miała drużyna Radomiaka. Nascimento (1.60), który w tym meczu pokazał się z bardzo dobrej strony, zagrał doskonałe prostopadłe podanie z głębi pola do Machado (1.40), który z kolei w sytuacji sam na sam z van der Hartem, trafił w poprzeczkę. Chwilę potem, Kolejorz znowu trafił do siatki rywala za sprawą Ishaka (3.50), lecz bramka ponownie została anulowana po odgwizdaniu pozycji spalonej. W pierwszej połowie meczu Lech miał kolejną okazję bramkową po zagraniu Ishaka. Sam na sam z bramkarzem znalazł się wtedy wyjątkowo aktywny w tym meczu Kamiński (2.10), ale jego uderzenie trafiło prosto w interweniującego Majchrowicza (0.50). Równie groźną akcję Lech przeprowadził kilka minut później. Po doskonałym dośrodkowaniu Pereiry (2.10), znów bliski pokonania bramkarza Radomiaka po strzale głową był Kamiński.


W doliczonym czasie gry pierwszej połowy, atomowym uderzeniem z okolicy 20 metra popisał się Ishak, ale piłka po odbiciu się od poprzeczki nie przekroczyła linii bramkowej i powróciła na plac gry.


Druga połowa była kompletnym rozczarowaniem. Radomiak ustawił głęboko swoją linię obrony i skutecznie rozbijał wolne i schematyczne ataki drużyny z Poznania. Jedynym godnym odnotowania strzałem była próba Tiby (2.40), ale bez problemu z jego uderzeniem poradził sobie Majchrowicz. Chwilę później Radomiak przeprowadził akcję, która chyba zapadnie nam wszystkim na długo w pamięci. Radecki (1.60), wyprowadzając kontrę Radomiaka, zaskoczył wszystkich swoją decyzją. Mając do wyboru podanie do jednego ze swoich lepiej ustawionych partnerów, zdecydował się na strzał z odległości 40 metrów od bramki Lecha. Jak ta odważna próba się zakończyła, chyba wszyscy wiemy. Do końca meczu, zarówno Lech Poznań, jak i Radomiak, nie potrafili stworzyć już żadnej groźnej sytuacji.
Zdecydowanie więcej spodziewaliśmy się po Lechu Poznań i jego zawodnikach. Na wyróżnienie zasługuje aktywny w meczu Kamiński oraz napastnik Kolejorza Ishak.


Po stronie Radomiaka można postawić mały plusik przy nazwisku Nascimento.
Na pochwałę zasłużył również polecany przez nas przy opcjach budżetowych młody bramkarz Majchrowicz.

Pierwsze minuty hitu w Łęcznej były mocno spokojne, aczkolwiek w tej całej mizerii widać było, że doświadczenie i obycie jest po stronie Cracovii. Górnik jednak też próbował grać. Efektem tych prób był remis 2:2 w rogach już po 20 minutach gry. Przy drugim rogu Łęcznej, źle tor lotu piłki obliczył Hrosso. Obyło się bez konsekwencji, ale warto o tym pamiętać w kontekście obsady bramki Cracovii, bo jak mówił Probierz decyzja o wyborze bramkarza była bardzo trudna i taka 50/50. W 21 minucie po serii beznadziejnych błędów defensywy gości do piłki doszedł Banaszak i oddał względnie groźny strzał. Chwilę później kolejne farfocle w wyprowadzaniu piłki mocno poirytowały trenera Probierza. W 27 minucie Baranowski złamał linię spalonego i przed okazją stanęła ekipa z Krakowa, ale dobrze do piłki wyszedł Gostomski. Bramkarz gospodarzy wykazał się też kunsztem dwie minuty później po naprawdę dobrym strzale Rasmussena. Po kolejnym rogu tylko kiksom Siplaka i Jugasa zawdzięczaliśmy, że wynik nie uległ zmianie. Kilkanaście minut „niczego ciekawego” przerwała kolejna słaba interwencja Hrosso. W prostej sytuacji nie złapał piłki, ale ta szczęśliwie dla niego przeskoczyła nad poprzeczką. W 41 minucie doskonałą akcję przeprowadziła Łęczna. Kluczowy był odbiór Śpiączki (1.7, 6 pkt, 3%) na własnej połowie, odegranie do Banaszaka (1.5, 5 pkt, 0%). Śpiączka zrobił sprint pod pole karne przeciwnika, dostał dobrą piłkę od Banaszaka, świetnie przyjął i uradował lokalną publiczność. Nic nie ujmując strzelcowi, zachowanie środkowych obrońców wołało o pomstę do nieba. Po niezbyt ciekawych 45 minutach, Łęczna zasłużenie schodziła do szatni z prowadzeniem.

W przerwie zareagował Probierz. Na boisko wpuścił Thiago, Rapę i Loshaja. Zeszli Kakabadze, Hanca i Rasmussen. Tym samym cała prawa strona Cracovii przeszła przebudowę. Nowa, świeża grupa z zapałem ruszyła na zaawansowanego wiekowo Leandro 😉 Przed bardzo dobrą sytuacją stanął Pelle, ale strzelił niecelnie. Podawał jeden z nowych: Thiago. W 58 minucie kolejna zmiana w Cracovii. Alvarez za Sadikovica. Chwilę później po jego rogu, Balaj powinien sprawniej uderzyć piłkę głową. Alvarez w kolejnej akcji świetnie obsłużył Thiago, a ten oddał bardzo groźny strzał. Na posterunku znowu Gostomski. W 62 minucie szczeniacki błąd popełnił Zaucha. Cracovia się uratowała, ale Probierz na pewno odnotował to w notesiku. 20 minut drugiej połowy to ataki Cracovii. Nic wybitnego, ale widać było determinację. Probierz w 65 minucie przeprowadził ostatnią zmianę. Knap za Zauchę. Alvarez ustawiony za plecami Balaja spowodował, że Pelle wylądował na ósemce. Cracovia dyktowała warunki, ale nie potrafiła dojść do klarownych sytuacji. Na zmiany zdecydował się trener Kiereś. W 70 minucie weszli Goliński, Rymaniak i Cierpka. Leandro został na placu, co z szacunkiem warto odnotować. Następne minuty, to kolejne nieudolne ataki Cracovii. Trzeba przyznać, że wejście Alvareza (1.7, 7 pkt, 2%) wniosło sporo dobrej energii. Probierz jest nieprzewidywalny, ale trzymanie Niemca na ławce wydaje się słabym pomysłem. W chwili pisania tych słów Alvarez świetną akcją doprowadził do remisu. Sam rozprowadził piłkę, a kiedy dostał podanie zwrotne to w ekwilibrystyczny sposób wpakował piłkę do bramki. Wydaje się niemożliwością, żebyśmy nie obejrzeli go w podstawie w kolejnym spotkaniu.

Nie było to widowisko na najwyższym poziomie, ale mogło się podobać. Sporo strzałów, rogów, żółte kartki, desperacka pogoń Cracovii. No i piękna bramka zawodnika meczu Marcosa Alvareza.

Pierwsza połowa spotkania w Białymstoku była bardzo wyrównana. Obie ekipy miały swoje lepsze oraz gorsze fragmenty. Warto odnotować, że największe zagrożenie zespoły stwarzały podczas ataków skrzydłami. Tutaj na pewno należy zauważyć Bojana Nasticia (1.7, 2 pkt, 2%). Bośniak grający na wahadle zapędzał się daleko pod bramkę przeciwnika. Po drugiej stronie boiska należy wyróżnić Ilkaya Durmusa (2.0, 2 pkt, 3%), przez którego przeszło wiele akcji gdańszczan. Turek wykonywał także rzuty rożne dla swojego zespołu. Najbliżej gola byli Łukasz Zwoliński (2.0, 6 pkt, 4%) oraz Jesus Imaz (2.4, 7 pkt, 33%). Napastnik Lechii w 26 minucie główkował po podaniu z głębi pola Tomasza Makowskiego, ale Xavier Dziekoński przeniósł futbolówkę nad poprzeczką. Imaz z kolei cztery minuty później uderzał z szesnastego metra tuż obok słupka bramki rywala. Hiszpanowi zagrał piłkę w tej sytuacji Fiodor Cernych. Swoją szansę miał również Błażej Augustyn, który główkował po dośrodkowaniu z kornera Martina Pospisila. Trafił jednak prosto w dobrze ustawionego Zlatana Alomerovicia.

W drugą połowę lepiej weszli podopieczni Piotra Stokowca i na efekty długo nie trzeba było czekać. W 52 minucie prawym skrzydłem pomknął Joseph Ceesay i akcję po jego zagraniu zakończył Łukasz Zwoliński. Radość „Biało-Zielonych” nie trwała długo. Już trzy minuty później odpowiedział Jesus Imaz. Romańczuk do Cernycha, który przytomnie podał wzdłuż szesnastki do Hiszpana, a ten nie zawiódł w dogodnej sytuacji do zdobycia gola. Tuż po tym trafieniu Ireneusz Mamrot zdecydował się na podwójną zmianę. Swoje szanse otrzymali Andrzej Trubeha (1.2, 1 pkt, 2%) oraz Karol Struski. Sprowadzony z trzecioligowej Legionovii Trubeha mógł w doliczonym czasie gry rozstrzygnąć losy spotkania, jednak świetnie na linii interweniował Zlatan Alomerović. Wcześniej obie ekipy miały po jednej szansie na gola. Wpierw atomowy strzał na bramkę rywala oddał niezawodny Imaz, ale golkiper Lechii po raz kolejny dobrze interweniował. W zespole Piotra Stokowca pokazał się Mateusz Żukowski (1.1 1pkt 1%), który wrzucił piłkę w taki sposób, że trafiła ona w poprzeczkę bramki Xaviera Dziekońskiego!

Dokładnie takiego spotkania spodziewaliśmy się w Białymstoku. Oglądaliśmy wyrównany mecz z lekkim wskazaniem na Jagiellonię. W „Dumie Podlasia” nie zawiódł Jesus Imaz. Przyzwoitą zmianę dał Andrzej Trubeha i być może wywalczy on sobie miejsce w podstawowej jedenastce „Jagi”. Wśród gości niezłą formę ze sparingów potwierdził Ilkay Durmus. Swoje zrobili Łukasz Zwoliński oraz Joseph Ceesay.

Czesław Michniewicz dokonał aż jedenastu zmian w podstawowym składzie w porównaniu z poprzednim meczem! W tej sytuacja Wisła Płock po ogłoszeniu jedenastek niespodziewanie została faworytem wieczornego starcia. Na początku pojedynku „Nafciarze” faktycznie przejęli inicjatywę. Podczas pierwszego kwadransa dwukrotnie pokazał się Patryk Tuszyński (2.0, 2 pkt, 2%). „Polski Firmino” raz popisał się efektowną raboną, a później był o włos od pokonania golkipera stołecznej ekipy po zagraniu Damiana Zbozienia. Piłkę sprzed linii wybił jednak Maik Nawrocki (1.8, 10 pkt, 1%). W następnych minutach mecz jednak wyrównał się i Legia zdobyła, jak się okazało później, gola na wagę trzech oczek. Ernest Muci (1.8 7pkt 0%) popisał się wyśmienitym uderzeniem z dwudziestu pięciu metrów od bramki rywala.


Maciej Bartoszek na drugą odsłonę zdecydował się posłać Dominika Furmana. Kilka minut po przerwie niezłym uderzeniem popisał się Mateusz Szwoch (2.4, 2 pkt, 8%), ale piłka poszybowała obok słupka bramki Kacpra Tobiasza (0.5, 7 pkt, 1%). W następnych minutach „Nafciarze” przeważali, jednak brakowało im konkretów. W 66 minucie groźnie uderzał Dawid Kocyła, ale golkiper Legii zdołał odbić piłkę. Okazję na dublet miał Ernest Muci. Albańczyk uderzał z trzynastego metra po podaniu ze skrzydła Kacpra Skibickiego. Futbolówka tym razem jednak nie znalazła drogi do siatki rywala. Najbliżej gola płocczanie byli w 88 minucie. Wprowadzony chwilę wcześniej na murawę Radosław Cielemięcki (0.8, 1 pkt, 0%) przymierzył z linii pola karnego, ale trafił tylko w poprzeczkę.


Plan Czesława Michniewicza powiódł się. Legia rezerwowym składem zdołała ograć Wisłę. Trochę więcej oczekiwaliśmy od ekipy Macieja Bartoszka rywalizującej z drugim garniturem Mistrza Polski.

Kawał meczu zaserwowały nam obie ekipy w Gliwicach. Ciekawie było już przed rozpoczęciem spotkania, gdyż z honorami żegnany był Badia. Nie był to zresztą jego jedyny epizod w tym meczu, bo w drugiej połowie z dużym zaangażowaniem prowadził przez pewien czas doping dla miejscowych. Z trybun uśmiechał się również Jakub Świerczok. Finalnie, to jednak nie gospodarze mieli powody do zadowolenia. Zgodnie z dewizą miłe złego początki, cała właściwie pierwsza połowa należała do Piasta i aż dziw bierze, że ta część gry zakończyła się remisem. Już w 5 minucie kapitalnie z rzutu wolnego przymierzył Chrapek, naprawdę – gol stadiony świata. W tej części gry optyczną przewagę miał Piast, którego gra wygląda znacznie składniej, przyjemniej dla oka. Raków był zaskakująco niedokładny w wielu zagraniach, tracił sporo piłek przy rozpoczynaniu akcji. Akcenty ofensywne to właściwie jedynie indywidualne próby Iviego czy Wdowiaka. I to właśnie ta dwójka tuż przed przerwą doprowadziła do wyrównania. Po rzucie rożnym piłka trafiła do Iviego, który wyłożył ją lekko Wdowiaka, a ten ładnie trafił z woleja. Można się zastanawiać czy Plach nie mógł zachować się nieco lepiej, ale mógł mieć też dość ograniczoną widoczność. Druga połowa była świetnym widowiskiem. Aktywny był Szelągowski, świetnie z wolnych uderzał Ivi (jeden strzał obroniony przez Placha, drugi zbity przez niego na poprzeczkę), Piast próbował odgryzać się w kontrach. Po jednej z nich dobrą asystą popisał się Konczkowski, a spokojnie z kilku metrów trafił Sokołowski. Chwilę potem być może decydujący moment meczu. Karny dla Piasta po faulu Długosza na Holubku. Fatalnie jednak wykonany przez Lipskiego. A skoro tak, to w ciągu 3 minut Raków nie tylko wyrównał (dobra akcja zmiennika – Guedesa i wykończenie Długosza), ale nawet wyszedł na prowadzenie (pewny karny w wykonaniu Iviego, po faulu … Holubka na Długoszu). Kilka okazji jeszcze było, ale wynik już się zmienił. Obie ekipy łącznie oddały 17 celnych strzałów i naprawdę było co oglądać w Gliwicach. Do notatnika managera Fantasy trafiają na pewno: Ivi Lopez (2.7, 12 pkt, 19%) – najlepszy na boisku. Nie tylko gol i asysta, ale również świetne sfg i drugi najwięcej biegający na placu gry zawodnik. Warto przyglądać się młodzieży Rakowa. Szczególnie Długosz (1.0, 7 pkt, 0%), przy takiej cenie, może być ciekawą opcją na 5 slota w pomocy, zwłaszcza, że po kontuzji Ledermana, jest wakat na pozycji młodzieżowca. W zależności od pewności co do miejsca w składzie w dłuższej perspektywie czasowej, intrygująco zaczyna wyglądać również Wdowiak (1.8, 8 pkt, 1%).. W Piaście na pewno po takim meczu warto pomyśleć nad Chrapkiem (1.9, 6 pkt, 7%). Część sfg zachował Holubek, ale jednocześnie w defensywie nie wyglądał zbyt pewnie. Asysta Konczkowskiego (1.8, 4 pkt, 10%) – być może zatem to on będzie realną alternatywą dla Słowaka pod kątem miejsca w składzie Fantasy? Jeden mecz to wciąż za mało danych, do podjęcia ostatecznych decyzji, ale warto to wszystko mieć na uwadze.

Dziwny to był mecz. Pierwsza połowa w wykonaniu Śląska do zapomnienia. Nie funkcjonował przede wszystkim środek pola, gdzie zaskakująco wiele słabych zagrań miał Mączyński, a chyba jeszcze gorzej grał Sobota. Jednak w tej części gry ciężko właściwie kogokolwiek u gospodarzy wyróżnić. Do przerwy Śląsk bez celnego strzału i z 1 rożnym. Odwrotnie Warta. Żywotny jak zawsze Grzesik, z bardzo ładną bramką po uderzeniu głową. Czyż nie tylko świetna asysta przy tym golu, ale również kilka rozsądnych zagrań i cofanie piłek na 16-tkę. Corryn z groźnym strzałem, aktywny również Jakóbowski, z jednym bardzo groźnym wolejem wybronionym przez Szromnika. Druga połowa to zupełnie inne spotkanie. Świetne zmiany trenera Magiery, który wprowadził na boisko Picha i Pawłowskiego, a oni rozbujali ofensywę Śląska. Najpierw po świetnej indywidualnej akcji tego drugiego, Słowak trafił do siatki (mimo niewielkiej odległości od bramki, ten gol obciąża nieco Lisa). Chwilę później typowe wybicie na uwolnienie Verdasci, zamieniło się w asystę, bo świetnie utrzymał się przy piłce Exposito, sam wypracował sobie miejsce do strzału i huknął zza pola karnego. Piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do bramki obok bezradnego – tym razem – Lisa. Gdy wydawało się, że Śląsk ma już mecz pod kontrolą i może ewentualnie jedynie podwyższyć prowadzenie, Warta zdobyła bramkę z niczego. Po rożnym Trałki, piłka trafiła przed pole karne do Czyżyckiego, który nie zastanawiał się i od razu uderzył. Rykoszet od Lewkota sprawił, że Szromnik nie miał nic do powiedzenia. W końcówce obie ekipy mogły zgarnąć jeszcze komplet punktów. Sytuację Śląska zmarnował Pich (dobre odegranie Exposito), a Grzesik (2.2, 7 pkt, 7%) już w doliczonym czasie gry huknął w poprzeczkę. Pod kątem Fantasy wydaje się, że obrońca Warty wciąż jest sensowną opcją z potencjałem ofensywnym, a dobra cena i status młodzieżowca Czyża (1.4, 5 pkt, 1%), również sugerują, że może warto mu się przyglądać. W Śląsku Pich (2.1, 7 pkt, 15%) i Pawłowski (1.8, 5 pkt, 2%) robią sporo zamieszania w przodzie, natomiast wszystkie sfg ma Mączyński, ale akurat on zagrał mocno przeciętnie. Z takim wykończeniem opcją byłby też Exposito, jednak w jego przypadku wróbelki ćwierkają o rychłym transferze.

Pierwsza połowa nie tylko pod kątem wyniku, ale również przebiegu gry – ewidentnie dla Portowców. Dominacja i kontrola wydarzeń boiskowych. Być może nie przełożyło się to na jakąś olbrzymią ilość sytuacji podbramkowych, ale jednak znalazło wymiar bramkowy. Świetną piłkę dorzucił z lewej strony Mata, a Kucharczyk w niełatwej sytuacji bardzo dobrze uderzył głową. Poza tym Pogoń tradycyjnie mogła się podobać pod względem dużej wymienności pozycji w ofensywnych sektorach i koronkowego tkania swoich akcji. Aktywni zarówno Kurzawa, jak i Silva. Górnik praktycznie w całości skupiony na defensywie. Jimenez i Nowak mocno odizolowani z przodu. W początkowej fazie drugiej połowy wydawało się, że gości stać będzie na nawiązanie walki. Było to jednak chwilowe złudzenie. Pogoń kontrolowała to spotkanie do końca, będąc zespołem o klasę piłkarsko lepszym. Nie było huraganowych ataków, ale spokojne i momentami naprawdę pomysłowe rozgrywanie piłki, zdobywanie terenu. Jedyne próby Górnika, to pojedyncze klepki ogarniętych piłkarsko Janzy i Nowaka oraz zrywy Dadoka na prawej. Jimenez kompletnie niewidoczny. U Portowców z kolei nawet zmiany nie zaburzały rytmu gry, a jedna wręcz przeciwnie – okazała się wyjątkowa. Niespełna minutę po wejściu na boisko kapitalną indywidualną akcję, wykończoną precyzyjnym strzałem, przeprowadził Kozłowski. Kontrolowane zwycięstwo Pogoni i na pewno zarówno Kuchy (2.8, 10 pkt, 15%), jak i Kurzawa (1.9, 4 pkt, 14%) czy opcje defensywne na czele ze Stipicą (2.2, 6 pkt, 29%) i Matą (2.0, 10 pkt, 4%) – godne rozważenia. Graczy Górnika póki co należy raczej omijać.

Yeboah (1.8, 10 pkt, 8%) show z przedwczesnym zakończeniem. Ghańczyk rządził i dzielił na boisku, napędzając większości akcji swojej drużyny. Takie zagrania lubimy oglądać! Efektywne i efektowne dryblingi, wszystkie możliwe rodzaje SFG i punkty w Fantasy. Ale po kolei, bo przecież wcześniej swoje zrobić mogli inni piłkarze.
Ratajczyk “zrobił Imaza” z poprzedniego sezonu – upadek, nie spowodowany kopnięciem przez rywala, w polu karnym. Rzecz w tym, że tym razem arbiter nie skorzystał z VARu i dał okazję Zagłębiu, żeby wyszło na prowadzenie. Starzyński jednak, zmarnował trzecią “jedenastkę” w karierze i zaczął sezon od minusów. Niedługo później Szysz (2.2, 2 pkt, 11%) próbował jeszcze uderzyć z przewrotki, a także strzału zza pola karnego, ale nic z tego nie wyszło. Jeszcze poprzeczka Šimića i to by było na tyle jeśli chodzi o ciekawe akcje Lubinian. Yeboah i spółka zdominowali spotkanie. Ghańczyk oddawał groźne strzały z akcji i rzutu wolnego, żeby w końcu zdobyć bramkę z rzutu karnego. Warto zwrócić uwagę na wypowiedź Alana Urygi z wywiadu przeprowadzonego w przerwie: “Z tego co wiem on nie był pierwszy do karnych.” Cóż, po tak dobrze wykonanej “jedenastce” kto wie, czy nie zostanie stałym wykonawcą tego fragmentu gry. Na bramce swoich wyczynów nie skończył. Yeboah był w tej części meczu w niezwykłym gazie co zaowocowało kolejną bramką dla Wisły. Tym razem miał tylko asystę drugiego stopnia, ale w jakim stylu! Škvarce (1.7, 10 pkt, 2%) i Klimentowi (1.9, 7 pkt, 5%) zostało już tylko dostawić nogi, bo skrzydłowy zrobił większość roboty, wbijając się w pole karne Zagłębia. Dla czeskiego napastnika była to premierowa bramka w barwach Wisły. Zawodnik grał nieźle, ale trudno stwierdzić, że przy tym golu wykazał się wyjątkowymi umiejętnościami. Z drugiej strony szybkości reakcji i dobrego instynktu odmówić mu nie można. Trafienie typowe dla lisa pola karnego, chociaż samolubnym snajperem nazwać go nie sposób. Pod koniec meczu dostał świetną piłkę od El Mahdioui’ego, ale zamiast strzelać samemu, szukał podaniem Škvarki, któremu nie udało się zamknąć spotkania. Nic straconego. Kilka minut później, 20-letni Młyński, po profesorsku rozprawił się z obrońcami Miedziowych, zdobywając gola na 3:0. Na niewiele zdało się przesunięcie Szysza na 9-tkę w końcówce meczu. Zawodnik Zagłębia oddał jeszcze swój trzeci strzał w tym meczu, ale do ideału wiele mu brakowało.

Wydarzeniem wartym odnotowania jest zmiana najlepszego zawodnika tego spotkania. Yeboah w okolicach 60 minuty zderzył się z jednym z rywali, ale pozostał na boisku. Niecałe 10 minut później zszedł z niego delikatnie kuśtykając. Po końcowym gwizdku mogliśmy zobaczyć Ghańczyka, przechadzającego się po murawie w zabandażowanej nodze. Niewykluczone, że było to zwykłe obicie, ale warto mieć to na uwadze, zanim wpadniemy w zakupowy szał.

Skoro o transferach mowa to na pewno warto przyjrzeć się zawodnikom Wisły. Przede wszystkim zarówno Yeboah, jak i Škvarka zagrali świetne zawody i biorąc pod uwagę stosunkowo niskie ceny i procenty posiadania, a także wykonywane stałe fragmenty gry, warto wziąć ich pod uwagę. Na tle Zagłębia nieźle prezentował się również Kliment, a także boczni obrońcy – Hanousek (1.9, 6 pkt, 4%) i Gruszkowski (1.2, 4 pkt, 4%). Pytanie brzmi, jak Wisła prezentować się będzie na tle mocniejszych rywali, bo być może dobra gra wynikała również z nieporadności Lubinian. A z drugiej strony – kogo to interesuje, skoro “Biała Gwiazda” ma taki terminarz? Raków w trzeciej kolejce będzie poważnym sprawdzianem, ale poza tym czekają ich trzy teoretycznie łatwe mecze, w których możemy liczyć na podobne wyniki.
Zagłębie to na razie mało kuszący teren. Szysz był aktywny i wysoko ustawiony, ale czy to wystarczy na bardziej regularne punkty, przy tak słabej grze całej drużyny? W meczu z Łęczną będą mieli okazję się odbić, ale później czekają ich pojedynki z Legią i Pogonią.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Related Post