Fantastycznym Okiem [GW5]

Fantastycznym Okiem [GW5] post thumbnail image

Dominacja gospodarzy, bajeczne bramki Yeboaha i Piaseckiego, wspaniała zespołowa akcja Piasta, pokaz gniewu sił natury i ulewne deszcze na Mazowszu. Dwa mecze przełożone, a Vida i Douglas liderami punktacji Fantasy. Taka była 5. seria gier Lotto Ekstraklasy, a poniżej przeczytacie jak FS widział poszczególne mecze. Zapraszamy!

“Dziś powietrze pachnie jak ostatnie dni wakacji, Deszcz na… murawie, deszcz na murawie.” Parafrazując piosenkę Taco Hemingwaya, zaczynamy podsumowanie szalonego spotkania, rozgrywanego w jeszcze bardziej szalonych warunkach atmosferycznych. W rzęsistym deszczu i w grze na grząskiej murawie najlepiej sprawdziła się taktyka płocczan – świetne wrzutki Wolskiego (1.6, 24 pkt), który rządził i dzielił na boisku i doskonała finalizacja Sekulskiego (1.9, 13 pkt). Punktów bardzo bliski był również Warchoł (0.9, 18 pkt), który w pierwszej połowie oddał 4 strzały (najwięcej, wszystkie z pola karnego) i to po jego uderzeniu dobijał Wolski przy swojej bramce. Były napastnik rezerw Legii kusi nie tylko ze względu na niską cenę, bo choć tym razem na listę strzelców się nie wpisał to wcale nie wyglądał gorzej od wcześniej wspomnianych liderów Wisły Płock. Warto wspomnieć, że na jego grze cierpi poniekąd Mateusz Szwoch, który ustawiony był głębiej i poza stałymi fragmentami gry, nie brał udziału w akcjach ofensywnych swojej drużyny.

Wróciły demony z przeszłości jeśli chodzi o grę Lubinian. Fatalne błędy w obronie, nieporadność Starzyńskiego i kiepskie wrzutki Daniela. Najwięcej próbował Szysz, któremu umiejętności indywidualnych odmówić nie można, ale po takim meczu trudno polecać nawet tego zawodnika. (IB)

Mecz w Radomiu był mało atrakcyjny pod względem efektownych zagrań piłkarskich, ale trzymał w napięciu do końca. Do ostatnich minut na tablicy wyników widniał bezbramkowy remis, który pogodziłby posiadaczy Grzesika i Majchrowicza. Nieszczęśliwie dla obrońcy Warty (który na domiar złego sprokurował wcześniej “jedenastkę”) Radomiak zdobył gola w końcówce i zwyciężył w tym spotkaniu. Po przebiegu meczu trudno stwierdzić, żeby był to wynik niesprawiedliwy. Gospodarze, napędzani akcjami Kozaka i Leandro, stwarzali sobie sytuacje i walczyli z poznaniakami jak równy z równym. Z drugiej strony Warciarze również mieli kilka dogodnych okazji, których na bramki nie chcieli zamienić Czyżycki, Corryn lub Zrelak. Posiadacze piłkarzy Warty mogą być zawiedzeni, bo z pewnością nie tak wyobrażali sobie przebieg i ostateczny wynik tego spotkania. Rywale trenera Tworka wykorzystali atut własnego boiska. W kolejnych meczach to zespół z Poznania będzie na tym korzystał (dwa spotkania domowe pod rząd + łatwy terminarz), więc spodziewamy się, że zrehabilitują się i przyniosą nam trochę punktów. (IB)

Przed samym meczem gruchnęły dwie wieści, które wlały radość i nadzieję w serca Portowców. Po pierwsze Grosicki wraca do Ekstraklasy i niedługo będzie całował herb Pogoni oraz po drugie, co udało nam się przewidzieć, Kosta postanowił wystawić dwóch napastników. Ta druga wiadomość dość szybko okazała się wcale nie taka fajna, bo problemem klubu ze Szczecina nie jest ilość, ale jakość* dziewiątek. Pogoń dochodziła do sytuacji, oddawała strzały i nic z tego nie wynikało. A Parzyszek i Zahović mieli względnie nijaki udział w kreowaniu. Pogoń na przerwę schodziła ze straconą bramką (duży minus przy nazwisku Bartkowskiego) i z bilansem strzałów 13:1 (4:1 celnych) oraz rogów 6:0. Przewaga duża, ale efektów brak. W przerwie ktoś przypomniał, że Pogoń od wieków nie potrafiła odrobić strat. Tym razem jednak czuć było w powietrzu, że to nie może się tak skończyć. Runjaić ściągnął bezproduktywnych Zahovica i Kowalczyka, na plac weszli Kurzawa i Jean Carlos. I ruszyły kolejne ataki Portowców. Jeden za drugim. I zaczęły przynosić oczekiwane rezultaty. Dwa karne Drygasa, samobój Gettingera (po bombie Drygasa), pod koniec meczu trafił jeszcze Kostas. Pogoń nie przekonywała w pierwszej połowie, raziła nieskutecznością, ale końcowe statystyki nie pozostawiają wątpliwości: bramki 4:1, strzały 24:5 (9:1), rogi 9:3. Dominacja. Ale znowu brak CS, brak punktów Kucharczyka. Ciężko w przyszłości stawiać na Drygasa (?) W optyce Fantasy jest tu kilka znaków zapytania, szczególnie że przed Pogonią mecz z Lechem.

*w Zahovića nie wierzymy, ale kiedy Parzyszek odzyska pełnię formy to o tę jakość nie będziemy się martwić

W podsumowaniu meczu zabrakło kilku zdań o Stali. Nieprzypadkowo, ten zespół – poza bohaterską postawą Strączka – miał niewiele do zaoferowania i ciężko się nad nimi pochylać. Być może zmieni się to w zapowiedziach 6.kolejki bo Stal zagra z jeszcze słabszą Łęczną. A gdzie zdobywać punkty jak nie w takich meczach? (KB)

Nie jestem pewien czy klawiatura przyjmie to co chcę napisać, ale spróbuję: wygrał zespół lepszy. Skoro się udało, to może zwyczajnie ciężko określić to inaczej? Pasy przede wszystkim mentalnie wydarły to zwycięstwo. Na konferencji pomeczowej trener Probierz chwalił niektórych zawodników, że pomimo braku pełnej fizycznej gotowości, bardzo chcieli zagrać (między innymi strzelec bramki Hanca czy Siplak). W kontekście całego spotkania na szczególne słowa uznania zasłużył Alvarez (1.7, 20 pkt). Liczbowo skończyło się tylko na asyście, ale to również on był faulowany w polu karnym i przyczynił się w ten sposób do bramki Pellego. Alvarez był wszędzie, wykonywał praktycznie wszystkie stałe fragmenty gry i cały czas napędzał grę Pasów. Grający znowu wyżej Siplak (1.6, 6 pkt) też fragmentami mógł się podobać, a zaangażowanie całego zespołu robiło dobre wrażenie. Odmiennie od defensywy gości, która bez Pazdana (uraz przywodziciela, nie było go nawet na ławce, ale optymistyczne założenie jest takie, że będzie już gotowy na kolejne spotkanie) wyglądała dość niestabilnie. Czysto piłkarsko obronił się na pewno Imaz, choć po zdobyciu bramki kontaktowej, nie wykorzystał piłki meczowej w końcówce. Kolejny raz również Prikryl pokazał, że zwyczajnie jest dobrym piłkarzem, jednak równocześnie, z uwagi na decyzje trenerskie, zdarzyło mu się w tym meczu grać nie tylko nieco wyżej (w ofensywnym tercecie z Imazem oraz Trubehą), ale także na obu wahadłach (po zmianach w trakcie spotkania). Niezłe impulsy z ławki dali Struski i Cernych, a z kolei wyjście w podstawie Trubehy w kolejnym spotkaniu, będzie dla nas małym zaskoczeniem. (MM)

Różnica klas, która znalazła swój wyraz nie tylko w wyniku, ale i w przebiegu spotkania. Górnik Łęczna przy takiej postawie będzie miał bardzo duże problemy z utrzymaniem się w Ekstraklasie. Nie sposób polecić nikogo z ekipy gospodarzy. Grę próbował nakręcać Krykun, który indywidualnie jest niezłym zawodnikiem, ale ma mizerne wsparcie w ofensywie. Jeżeli chodzi natomiast o obronę, to dość powiedzieć, że mogło (i powinno?) paść więcej bramek dla gości. Wisła zagrała bez chorego Klimenta (gorączka), ale i tak na wyróżnienie po tym meczu zasłużyło wielu zawodników przyjezdnych. Zdobywca bramki sezonu – Yeboah – absolutnie genialna indywidualna akcja, z kategorii tych, których nie widuje się w Ekstraklasie. Skvarka z bramką i asystą, świetnie rozgrywający w środku. Forbes z dobrym wykończeniem, aktywny przez cały mecz. Gruszkowski z częstym podłączaniem się do akcji ofensywnych oraz Hanousek z dwiema asystami. Dlaczego zatem nie tylko nie polecimy kupowania wyżej wymienionych, ale wręcz zasugerujemy ostrożność ich posiadaczom? Po pierwsze (prosimy o wybaczenie sympatyków Zielono-Czarnych), to był tylko Górnik Łęczna. Po drugie Wisła Kraków w kolejnych spotkaniach zmierzy się kolejno z: Legią, Lechią, Lechem i Pogonią. Ciężko sobie wyobrazić trudniejszy terminarz. (MM)

Kiedy już chciałem pisać, że szkoda tuszu w klawiaturze na analizę pierwsze połowy meczu w Gliwicach w optyce fantasy, to Holubek przypomniał kibicom jak wspaniale potrafi dograć piłkę. Główka Tiago jednak minimalnie minęła słupek bramki Szromnika i na przerwę schodziliśmy bez bramek. Ponieważ jednak wiadomo, iż oba zespoły nie są defensywnymi monolitami to ciężko się nad tym wynikiem pochylać. Ofensywnie zazwyczaj jest lepiej, ale do przerwy nie zobaczyliśmy nawet celnego strzału. Druga połowa była ciekawsza jeśli chodzi o sytuacje, ale wciąż nie było to porywające spotkanie. Padły ostatecznie bramki, obie piękne. Pierwszą strzelił Piast po ślicznej akcji zespołowej Sokołowski-Kądzior-Vida, drugą, w 95min bajeczną przewrotką Piasecki ze Śląska. Patrząc na tablicę ze statystykami, ten mecz był tak brutalnie wyrównany, że remis 1:1 wydaje się naturalną konsekwencją 95 minut. Z perspektywy naszej gry, niewiele się zmienia. Holubek czy Konczkowski to wciąż ciekawe opcje, terminarz mają niezły, ale konkurencję na defensywne sloty też niemałą. Holubek znowu wykonuje część rogów, więc być może prezentuje się lepiej, w każdym razie dopóki trener Waldemar nie wścieknie się na jego postawę w obronie 😉 Kiedy Kądzior będzie gotowy na 90 minut gry, też warto będzie o nim pamiętać. Strzelec gola Vida (2.0, 31 pkt) to obecnie najlepiej punktujący piłkarz Fantasy (razem z Douglasem). W Śląsku ciekawie pokazał się… Pawłowski. Cztery kluczowe podania i cztery strzały. Niecelne, ale jednak były próby. Magiera mówi, że trzeba popracować nad cechami defensywnymi Bartka, ale ma nadzieję, że Janasik po powrocie będzie miał kłopot z wygryzieniem Pawłowskiego z pozycji. (KB)

Lech Poznań stanął na wysokości zadania i bez większych problemów ograł u siebie Lechię Gdańsk 2:0 i tym samym umocnił się na fotelu lidera Ekstraklasy. Duża w tym zasługa dwójki ofensywnych graczy Lecha: Joao Amarala (2.1, 30 pkt) i Mikaela Ishaka (3.6, 23 pkt). To właśnie po ich akcji Kolejorz objął prowadzenie w tym meczu. Do podania Amarala w polu karnym doszedł Ishak i soczystym uderzeniem pokonał bramkarza gości. Jak zwykle aktywny w bocznych strefach boiska był Kamiński (2.2, 30 pkt), ale tym razem nie przełożyło się to na żadne konkrety w postaci gola lub asysty. Drugiego gola dla Lecha zdobył grający od pierwszej minuty kosztem Tiby Gruzin Kvekveskiri. Jeżeli ktoś szuka opcji niszowych do swoich składów Fantasy, Kvekve może okazać się ciekawym wyborem, o ile tylko będzie grać regularnie. Na tą chwilę polecamy obserwować sytuację Gruzina. Warto odnotować kolejne czyste konto Lecha. O ile z polecaniem van der Harta byśmy się wstrzymali z racji trudnego terminarza, to Douglas (2.4, 31 pkt) z jego dobrze ułożoną lewą nogą pozostaje cały czas konkretną opcją do składu.

Po tym meczu w drużynie gości nikt nie zasługuje na wyróżnienie. Lechia nie była w stanie stworzyć żadnej groźnej sytuacji pod bramką Kolejorza, co widać zresztą w statystykach. Lechia oddała w tym meczu zaledwie 5 strzałów i żaden z nich nie był skierowany w światło bramki van der Harta. Mimo tego nie rezygnowalibyśmy tak szybko z piłkarzy Stokowca. Przed nimi mecz na własnym stadionie z Radomiakiem. Będzie to dobra okazja, aby zrehabilitować się po słabym spotkaniu w Poznaniu. (MW)

Mecz przełożony.

Mecz przełożony.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Related Post